piątek, 27 września 2013

MIESIĄC JAK JEDEN DZIEŃ

Ostatnie dni tutaj. Humor do bani, codzień ubywa coraz więcej osób i coraz bardziej mi smutno. Zastanawiam się teraz, jak to będzie po pół roku na erasmusie, skoro już teraz tak bardzo trudno się rozstawać. Chociaż taką ekipę trudno przebić, świetny miesiąc, świetni ludzie, świetne imprezy. Niby grunt to się nie przywiązywać, ale nie potrafię tryskać energią.
Najpierw w środę odjechała Paulina Rybicka, następnego dnia Daria Michalska, dzisiaj Ula roszkowska, ale też Kasia, Martyna i Igor z Wrocławia. Każdego dnia impreza z o jedną osobą mniej. Wczoraj też pojechał David Sustaeta z mojej grupy, na którego na początku miałam wyjebane, ale jak zaczął do mnie podbijać, to jak wiadomo, teraz mi się tęskni... masakra. Chyba na trzech wiksach się całowaliśmy. Teraz już nie wiem od czego to się dokładnie zaczęło. Pamiętam go chyba z jakichś schodów jakiś czas temu i jak rozmawialiśmy, aha i że obiecałam pójść z nim gdzieś następnego dnia między zajęciami. Myślałam, że o tym zapomniał, ale rzeczywiście poszliśmy się przejść, co prawda piwo nie wypaliło, ale też było spoko. Mimo to uciekałam i nie chciałam randkować, ale w ostatnie dni już mi się odmieniło! Hahaha (jajaja xD) i zaczynając od soboty 21tego, z której to mamy zdjęcia z ferrari, których raczej nikomu nie pokażeę, dalej wtorek, kiedy to odprowadził mnie do domu i pod drzwiami całowaliśmy się jak najęci (z tego dnia mamy ładniejsze zdjęcie :)), a kończąc na środzie, gdy zaprosili mnie z Heleną na domówkę do Hiszpanów (kilkanaście osób z Hiszpani i ja z POLANDII :D). Dalej scenariusz znany, ferrari, całowanie, miło spędzony czas. Przez te parę dni dosłownie zauroczyłam się mentalnością Hiszpanów, hiszpańskim, nim też. Wczoraj po tym jak już pojechał spotkałam jego koleżanki, które pytały czy ok i były bardzo miłe, co w Polsce wydałoby się chyba absurdem. Spędziłam też trochę czasu z Heleną, która też jest niesamowita, powiedziała że jestem najfajniejszą dziewczyną spoza Hiszpanii, którą poznała na kursie. Awww lofki <3 Ciężko stąd wyjeżdzać, ciężko już teraz zostawać tu tylko z Karoliną i Manią i mieć na głowie tą całą Maceratę. Mam nadzieję, że będzie lepiej niż sobie wyobrażam, bo póki co jestem przygnębiona i nie oczekuję cudów po tym miejscu, Perugia dość wysoko podniosła poprzeczkę.

Piosenka niegdyś średnio w moim guście, ale teraz jest piosenką tego miesiąca! 
Szczególnie jak pomyślę jak David śpiewał jej fragmenty i do niej tańczył, aż cieplej na duszy :)

Wiadomo, że to nie mogło trwać wiecznie, ale doprawdy, jeden miesiąc zleciał w mgnieniu oka. Za szybko. Z Karoliną nadal flow dobry, ale w Maceracie szukamy jedynek, po pół roku jak wczoraj po pijaku same stwierdziłyśmy - pewnie byśmy się zjadły. Inne charaktery, inny styl bycia, ale na szczęście poczucie humoru identyczne.
Rozpaczliwie chcę pamiętać każdą chwilę stąd, ale z drugiej strony nie da się zapamiętać, a do tego zapamiętać wszystkiego. To co przeżyłam i zobaczyłam to moje. 
Następnym razem napiszę coś pewnie w Maceracie, obym znalazła swój kąt, gdzie będzie ciepło, a internety będą śmigać jak szalone.
Bilans po Perugii muszę zrobić choć najmniejszy, hasłowy, żeby wiedzieć co tu poznałam, czego doświadczyłam i co zostawiam choć un po. ;)
Via dell Poggio 3 - camera doppia con Karolina. :D Reszta współlokatorów w 2/3 spoko, jedna mała Haneczka popieprzająca na ukulele do gustu nam nie przypadła, z resztą widać, że my jej też, więc mało to ważna persona już teraz, nie tęsknić będę wcale. Z pozostałymi: Marlene i Gaborem dobre były wiksy i najbardziej brakować mi będzie właśnie Marlene z Paragwaju, Gabor spodobał się Karolinie, ale jest trochę chujem i nic z tego nie wyszło. W każdym razie mieszkało się okej, wyjeżdzamy za 3 dni w poniedziałek, chyba żadnych negatywnych wspomnień (oprócz jakichś małych spin z hydraulikiem i stresów związanych z właścicielką Fiorellą) już stąd nie wyniosę.
Gabriele, Manuele, Holender xD, David, Igor? - o cholera, po bilansie się trochę zdziwiłam haha! Gabriele był barmanem w barze, gdzie kupowaliśmy na samym początku jakieś promocyjne browary, raz się całowaliśmy, ale potem zaginął, jeszcze z 2-3 razy mignął nam gdzieś na mieście. Manuele to historia tak długa jak porównywalnie jego wiadomości do Karoliny na mój temat; 30 parę lat, nawiedzony typ, który chyba fell in love with me, chciał śpiewać serenady, mówił o miłości i o swoich poprzednich związkach. Trudno, serce złamane. xD Holender to baccio jednej nocy, nie ma o czym mówić. David chyba zasługuje na najwięcej zdań tutaj, ale o nim już było wcześniej. A im dłużej będę o nim myśleć, tym może coś mi odbije i będę się dołować. W każdym razie fotki mamy słitaśne, sms od niego też fajniutki na do widzenia. Pewnie nigdy więcej się nie spotkamy, ale miło było go poznać i spędzić tak fajny czas. Igor w sumie nie wiem czemu jest na tej liście, całusów nie było, ale przez chwilę przeszło mi przez myśl, że jest nawet fajny i mi się podoba, on też z parę razy wykazywał jakieś zainteresowanie, ale to taka ściema, ma przecież laskę, poza tym zauroczył się bardzo laską z kursu, ale wcale mu się nie dziwię, śliczniutka. Igor jest z Wrocławia, zapraszał za rok, może jeszcze się spotkamy. Kumpel z niego fajny, byłoby miło :)
Ula, Daria, Paulina, Mania; Martyna, Kasia - kochane Polki <3 W kolejności chyba takiej, której najbardziej będzie mi brakować. Wszystkie zajebiste, ale prawdopodobieństwo ponownego spotkania raczej największe z Ulą, może z Martyną i Kasią z Wrocławia, z Manią zobaczymy jak to będzie w Maceracie.
Paczka dla Polaków biedaków cebulaków - obczajałyśmy właściwie odkąd tu przyjechałyśmy, czy mogą nam wysłać paczkę tym autokarem, którym my tu wbiłyśmy. I udało się, dziś w nocy około 5:00 odbieramy 50kg żarcia i kosmetyków. Hahahah i can't wait, ładuję aparat specjalnie na tę okazję. ;p


Humor kiepski, ale Iwona - to przecież dopiero początek...

piątek, 6 września 2013

POCZĄTEK WIELKIEJ PRZYGODY!



Perugia - centrum miasta.

Chyba zakochałam się w tym kraju !!!

Tyle napisałam po przyjeździe tutaj i po kilku pierwszych dniach. Dlatego też ten post wyświetla się z datą 6 września. Dziś mamy już 22, zaczynam stresować się egzaminem, który ma być we wtorek, narobiłam masę fiszek z czasownikami, tylko wypadałoby jeszcze, żebym oprócz zrobienia ich zaczęła też się uczyć :) 

Autobus do Perugii 30 VIII, 2:00, Warszawa - przystanek komunikacji prywatnej na Dworcu Zachodnim. Zawoził mnie Jacek, Andrzej, mama i Kamil. Tak jak się spodziewałam, Maria się rozpłakała i palnęła coś niczym z filmu familijnego, bodajże 'czekam tu na ciebie', czy coś w ten deseń. Teraz mnie to tak nie rusza, ale trudno zaprzeczyć, że minimum godzinę drogi z Wawy przepłakałam myśląc o tym co tu zostawiam, i na jak długo, o tym co było, co będzie, nie mogłam tego powstrzymać. 
Z Karoliną w Tychach przywitałyśmy się, jakbyśmy nie widziały się 100 lat, ale miło było widzieć jej reakcję na mój widok, ja też za nią tęskniłam. Jechałyśmy chyba 26 godzin, wódka kupiona w Czechach, pyszna kawa z automatu za eurasa, kibel koło stacji paliw w Austrii zaliczony. 
W samej Perugii koczowanie na dworcu pkp, potem w macu było dość męczące, ale miało swój urok, w końcu to początek wielkiej przygody. Poznałyśmy Darię, która jechała pks razem z nami, okazała się bardzo fajna i teraz spędzamy m.in. z nią średnio co drugi wieczór. Najbardziej przypadły mi do gustu poza nią Mania, z którą jedziemy też do Maceraty, Ula z Białegostoku, która leci na Cagliari - mamy zaproszenie, ale zobaczymy co z tego będzie, no i Paulina, która wybiera się do Rzymu.
Zaklimatyzowałyśmy się bez większych problemów. Na początku wszystkim się podniecałam, wszystko było łał świetne zajebiste cudowne. Teraz już trochę gorzej, myślałam że to będzie wyglądać nieco inaczej. Powinnam imprezować codziennie, poznawać nowych ludzi i z nimi wychodzić, a ja trochę zamknęłam się na Karolinę, zamknęłam się w pokoju i zamknęłam się w sobie... Jestem wściekła, że mam takie problemy z angielskim. Dogadam się z innymi, ale nie umiem go na tyle żeby móc swobodnie rozmawiać. Każdego dnia teraz siedzę nad jakimiś słówkami, żeby się doszkolić, ale wydaje mi się to żałosne, że nie znam niektórych podstaw i nie robię tego z wielką chęcią. Może powinnam zmienić nastawienie, wtedy będzie mi łatwiej.
Z Karoliną relacje układają się dość pozytywnie, myślałam że zaczniemy się sprzeczać i kłócić dość szybko, ale jak do tej pory większych spin nie było. Co prawda czasem mnie irytuje, nawet bardzo, ale jakoś nauczyłam się z nią funkcjonować. Mimo to w Maceracie chciałabym mieć jedynkę, to będzie jednak pół roku, nie jeden miesiąc.
Doszłam do wniosku, że wybór Maceraty był totalnie bez sensu. Przecież tylko po to napisałam te miasto w podaniu, bo było dostępnych więcej niż 2 miejsca. Marzą mi się teraz praktyki erasmusowe w jakimś cieplejszym miejscu, i jak już nauczę się języka (xD) - oczywiście alone. Łatwiej wtedy będzie wyjść do ludzi.
Z ważniejszych kwestii: pieniądze. Ta kasa z Unii to zdecydowanie za mało. Właściwie i tak mamy więcej szczęścia pod tym względem niż osoby jadące do popularnych miast, ale taka suma i tak nie starcza, żeby sobie żyć np jak Wikas na Węgrzech :p Cebule z nas straszne. Ludzie z kursu jeżdzą co weekend gdzieś, zwiedzają, a my siedzimy w domu jak debile. Dobrze że chociaż zaczęłyśmy ćwiczyć, bo inaczej wyglądałabym już fatalnie. Aha, zaczęłyśmy ćwiczenia przedwczoraj - w piątek 20 września, tak dla orientacji :D Mam zamiar mieć brzuch jak Chodakowska haha, żeby na CYPRZE wyglądać na plaży jak trzeba. Oj, właśnie, Cypr. :D Lecimy 10 października do Chwiłki i Mileny Wikasowej na tydzień. Z małymi turbulencjami, ale mam nadzieję, że będzie fajnie. Chyba aż tak bardzo nie pałają do siebie nienawiścią, żeby nie wytrzymać tych 7 dni... mam nadzieję, że i ja wtedy będę miała dobry flow zarówno z Karoliną jak i z Anią. 

Zdjęć mamy masę, ale sama sobie chyba nie muszę przyozdabiać postów. Wszystko to mam na żywo, czasem może coś wrzucę, żeby było na przyszłość.