piątek, 6 września 2013

POCZĄTEK WIELKIEJ PRZYGODY!



Perugia - centrum miasta.

Chyba zakochałam się w tym kraju !!!

Tyle napisałam po przyjeździe tutaj i po kilku pierwszych dniach. Dlatego też ten post wyświetla się z datą 6 września. Dziś mamy już 22, zaczynam stresować się egzaminem, który ma być we wtorek, narobiłam masę fiszek z czasownikami, tylko wypadałoby jeszcze, żebym oprócz zrobienia ich zaczęła też się uczyć :) 

Autobus do Perugii 30 VIII, 2:00, Warszawa - przystanek komunikacji prywatnej na Dworcu Zachodnim. Zawoził mnie Jacek, Andrzej, mama i Kamil. Tak jak się spodziewałam, Maria się rozpłakała i palnęła coś niczym z filmu familijnego, bodajże 'czekam tu na ciebie', czy coś w ten deseń. Teraz mnie to tak nie rusza, ale trudno zaprzeczyć, że minimum godzinę drogi z Wawy przepłakałam myśląc o tym co tu zostawiam, i na jak długo, o tym co było, co będzie, nie mogłam tego powstrzymać. 
Z Karoliną w Tychach przywitałyśmy się, jakbyśmy nie widziały się 100 lat, ale miło było widzieć jej reakcję na mój widok, ja też za nią tęskniłam. Jechałyśmy chyba 26 godzin, wódka kupiona w Czechach, pyszna kawa z automatu za eurasa, kibel koło stacji paliw w Austrii zaliczony. 
W samej Perugii koczowanie na dworcu pkp, potem w macu było dość męczące, ale miało swój urok, w końcu to początek wielkiej przygody. Poznałyśmy Darię, która jechała pks razem z nami, okazała się bardzo fajna i teraz spędzamy m.in. z nią średnio co drugi wieczór. Najbardziej przypadły mi do gustu poza nią Mania, z którą jedziemy też do Maceraty, Ula z Białegostoku, która leci na Cagliari - mamy zaproszenie, ale zobaczymy co z tego będzie, no i Paulina, która wybiera się do Rzymu.
Zaklimatyzowałyśmy się bez większych problemów. Na początku wszystkim się podniecałam, wszystko było łał świetne zajebiste cudowne. Teraz już trochę gorzej, myślałam że to będzie wyglądać nieco inaczej. Powinnam imprezować codziennie, poznawać nowych ludzi i z nimi wychodzić, a ja trochę zamknęłam się na Karolinę, zamknęłam się w pokoju i zamknęłam się w sobie... Jestem wściekła, że mam takie problemy z angielskim. Dogadam się z innymi, ale nie umiem go na tyle żeby móc swobodnie rozmawiać. Każdego dnia teraz siedzę nad jakimiś słówkami, żeby się doszkolić, ale wydaje mi się to żałosne, że nie znam niektórych podstaw i nie robię tego z wielką chęcią. Może powinnam zmienić nastawienie, wtedy będzie mi łatwiej.
Z Karoliną relacje układają się dość pozytywnie, myślałam że zaczniemy się sprzeczać i kłócić dość szybko, ale jak do tej pory większych spin nie było. Co prawda czasem mnie irytuje, nawet bardzo, ale jakoś nauczyłam się z nią funkcjonować. Mimo to w Maceracie chciałabym mieć jedynkę, to będzie jednak pół roku, nie jeden miesiąc.
Doszłam do wniosku, że wybór Maceraty był totalnie bez sensu. Przecież tylko po to napisałam te miasto w podaniu, bo było dostępnych więcej niż 2 miejsca. Marzą mi się teraz praktyki erasmusowe w jakimś cieplejszym miejscu, i jak już nauczę się języka (xD) - oczywiście alone. Łatwiej wtedy będzie wyjść do ludzi.
Z ważniejszych kwestii: pieniądze. Ta kasa z Unii to zdecydowanie za mało. Właściwie i tak mamy więcej szczęścia pod tym względem niż osoby jadące do popularnych miast, ale taka suma i tak nie starcza, żeby sobie żyć np jak Wikas na Węgrzech :p Cebule z nas straszne. Ludzie z kursu jeżdzą co weekend gdzieś, zwiedzają, a my siedzimy w domu jak debile. Dobrze że chociaż zaczęłyśmy ćwiczyć, bo inaczej wyglądałabym już fatalnie. Aha, zaczęłyśmy ćwiczenia przedwczoraj - w piątek 20 września, tak dla orientacji :D Mam zamiar mieć brzuch jak Chodakowska haha, żeby na CYPRZE wyglądać na plaży jak trzeba. Oj, właśnie, Cypr. :D Lecimy 10 października do Chwiłki i Mileny Wikasowej na tydzień. Z małymi turbulencjami, ale mam nadzieję, że będzie fajnie. Chyba aż tak bardzo nie pałają do siebie nienawiścią, żeby nie wytrzymać tych 7 dni... mam nadzieję, że i ja wtedy będę miała dobry flow zarówno z Karoliną jak i z Anią. 

Zdjęć mamy masę, ale sama sobie chyba nie muszę przyozdabiać postów. Wszystko to mam na żywo, czasem może coś wrzucę, żeby było na przyszłość. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz